Muszyńskie czarownice.

Tym razem taki wakacyny temat …………….. na pewno dużo z was było w Muszynie , lub w okolicach………czy jednak ktoś słyszał o tamtejszych czarownicach………………..

Turystyczna wieś na pograniczu Beskidu Sądeckiego i Niskiego, kilka kilometrów od Krynicy-Zdroju, ma niezwykle bogatą historię. Przez setki lat Tylicz, jako miasteczko z przywilejami królewskimi, wraz z Muszyną i czterdziestoma siedmioma wioskami tworzył Państwo Muszyńskie, należące do biskupów krakowskich.

Kraina na strategicznym trakcie węgierskim miała własną administrację i sądownictwo. Rosła w siłę słynna z kontaktów handlowych z kupcami z całego świata. Porządku strzegli słynni harnicy i surowe prawo. Sąd kryminalny bez litości orzekał wyroki śmierci, poprzedzone wymyślnymi torturami. Po tamtych czasach zostały dziś mroczne legendy. Niejeden mieszkaniec Tylicza słyszał ponoć piekielne zawodzenie potępionych dusz: zbójców, rzezimieszków i bałwochwalców, którzy zakończyli swój żywot na posępnym wzgórzu Szubienica. Galerię skazańców dokumentuje “Księga Zapisów i Spraw Miasteczka Tylicza”- skarbnica kryminalnych dziejów. Jedną z jej bohaterek jest piękna mieszczka parająca się czarną magią.

Sabaty, uroki, mroczne rytuały – wszelkie przejawy konszachtów z diabłem przez stulecia zajmowały opasłe tomy kronik sądowych. “Maleus Maleficarum”, dzieło niemieckich zakonników popularnie znane jako “Młot na Czarownice” wywołało histerię i doprowadziło do śmierci setek tysięcy kobiet. W drugiej połowie XVIII wieku gorączka polowań na czarownice dobiega powoli końca. Wkrótce polska konstytucja sejmowa zakaże karania śmiercią oskarżonych o czary. Zanim to nastąpi, jeden z ostatnich krwawych procesów rozegra się w Tyliczu.

A teraz trochę faktów:

1. Lato 1678 roku w Muszynie było upalne i suche. Kiedy przez kolejne tygodnie nie spadła ani kropla deszczu uznano, że sam diabłem musiał maczać w tym palce. Panika zaczęła ogarniać mieszczan, którzy obawiali się klęski głodu i nieurodzaju. Anna Dudzicha zajmująca się ziołolecznictwem i białą magią już nie raz pomogła mieszkańcom w chorobie i nieszczęściu. Teraz jednak nie mogła nic wskórać. W rozmowie z mieszczkami przyznała sama, że któraś z czarownic musiała powiesić zasuszonego noworodka u powały domu i porusza nim, a chmury widząc to uciekają.

Słowa kobiety szybko obróciły się przeciwko niej

Mieszczanie uznali bowiem, że sama dopuściła się czynu, o którym opowiada. Obawiając się kolejnych plag, jak najszybciej chcieli znaleźć winną. Kobieta stanęła przed sądem, oskarżona między innymi o rozpędzanie chmur wysuszonymi zwłokami noworodka, a także – po zeznaniach synowej – o hodowanie czarnych kotów, które w nocy wyrządzają krzywdę ludziom. Podczas procesu zeznawali coraz to nowi świadkowie, zrzucając swoje winy na karb szatańskiej klątwy. Jeden z mieszczan opowiadał, jak za sprawką złych uroków jego szwagier porzucił rodzinę i uciekł z Muszyny na trzydzieści lat. Gdy na torturach oskarżona straciła przytomność, uznano, że to moc piekielna pozwala jej uniknąć bólu. Niezbitym dowodem na winę kobiety miało być również zjawienie się zająca podczas odczytywania wyroku, bo według ówczesnych przekonań diabeł przybierał często postać zwierzęcą. Anna Dudzicha wkrótce po tym spłonęła na stosie.

Pierwsza wiedźma Państwa Muszyńskiego

2. Dwunastego kwietnia 1763 roku na Ratuszu Miejskim z rozkazu starosty muszyńskiego Idziego Fihausera :

rozpoczyna się proces oskarżonej o czary Oryny Pawliszanki. Świadkowie donoszą, że podczas ostatniego nabożeństwa wypluła komunię świętą.

W miasteczku od lat opowiadano jak o wschodzie słońca zbiera rosę do magicznych receptur i rzuca uroki na ludzi i zwierzęta. Wkrótce Oryna trafia przed sąd kryminalny, od jego wyroku – zatwierdzonego przez starostę – nie będzie już odwołania.

Wieść o procesie rozpala umysły mieszkańców małego miasteczka, a surowe prawo nie wróży czarownicy najlepiej. Mieszczanie wspominają historię Anny Dudzichy, spalonej na stosie za czary osiemdziesiąt pięć lat wcześniej.

Na świadka zostaje wezwany Jan Chowaniec – były burmistrz Tylicza. Na dowód, że mieszczka konszachtuje z ciemnymi mocami opowiada, że podał niegdyś owcom święcone drzewko zmieszane z solą – miksturę przywołującą czarownice – i wkrótce po tym zobaczył Orynę. Przypomniał też, że przed laty mieszczka została oskarżona o “różne czarostwa”, ale udało się jej wówczas uniknąć kary. Kolejny świadek zeznaje, że idąc bladym świtem na targ widział, jak zbiera rosę do konewki. W toku przesłuchania padają kolejne dowody: ktoś widział kobietę nago w oborze, inny pamiętał, jak złorzeczyła i rzucała uroki.

Po wysłuchaniu relacji świadków oskarżona wciąż nie przyznaje się do winy. Sąd postanawia oddać ją w ręce kata. Mistrz sprawiedliwości wyciąga narzędzia tortur i rozpoczyna krwawe dochodzenie. Rozciągana i podpalana wciąż wypiera się konszachtów z diabłem. Dokumenty sądowe nie relacjonują dokładnie przebiegu tortur – o nich mówi częściowo legenda, według której oskarżona zostaje poddana próbie wody. Wrzucona do rzeki nie tonie, co jest kolejnym dowodem winy, wierzono bowiem, że czarownice po zaślubinach z szatanem stają się niezwykle lekkie.

Przed ogłoszeniem wyroku Oryna przyznaje się jedynie do spacerowania z konewką o wschodzie słońca. Mimo tego sąd uznaje ją winną bałwochwalstwa i czarostwa i skazuje na stos. W akcie łaski kara zostaje złagodzona: czarownica zostanie ścięta i, jak nakazuje dekret sędziowski, „bezzwłocznie pochowana”. Zwyczaj nakazywał chować czarownicę jak najszybciej, w miejscach, gdzie nie dociera blask księżyca, by nie powróciła na ziemię jako nocny upiór. Szczegółową relację z procesu daje “Księga Zapisów i Spraw Miasteczka Tylicza”. Bezcenny dokument odnalazł się w krakowskim archiwum.

Kto by pomyślał, że na terenie polski odbywały się takie procesy.

—————————————————————————————————–

Nad Muszyną wzosi się wzgórze , na którym kiedyś został wybudowany zamek , z tym miejscem jest zwiazanych kilka legend.


LEGENDY ZWIĄZANE Z ZAMKIEM

O Królu Muskacie

Kiedyś tymi stronami uciekał król Muskata, otoczony rycerzami tak wysokiego wzrostu, że stojąc na przeciwległych szczytach gór, mogli sobie podawać ręce. Rycerze ci mówili biegle po łacinie.
Królowi przypadła okolica tak do gustu, że postanowił się tu zatrzymać. Zbudował sobie zamek i założył miasto, które otoczył murem. Dał mu nazwę od swego imienia Muskata – Muszyna.

O skarbach i zaklętym wojsku

W zapadłych czeluściach zamkowych lochów znajdują się skarby niezmierne, ukryte tam przez muszyńskich starostów, bogatych mieszczan i kupców przed wrogiem, który ciągnął na Rzeczpospolitą z wielkim orężem. Majętności tych pilnuje dwoje skamieniałych dzieci: chłopiec i dziewczynka. Może to dzieci któregoś starosty? Chłopiec ma na palcu pierścień szczerozłoty z brylantem, dziewczynka sznur paciorków z prawdziwych pereł.
W ogromnej sali, do której prowadzą żelazne drzwi jest zaklęte wojsko, pogrążone w zaczarowanym śnie. Gdy w niedzielę Palmową podczas procesji ksiądz uderza trzy razy w zamknięte drzwi kościoła krzyżem, na palcu chłopca obraca się pierścień, otwierają się żelazne drzwi do podziemi. Zaklęci żołnierze odzyskują mowę, budzą się ze snu i zasiadają do zastawionego stołu jak na święcone. Ucztują. Usługuje im dziewczynka ze sznurem pereł na szyi. Uczta nie trwa długo. Po paru chwilach wszystko znów kamienieje. Tak to powtarza się co roku, dopóki pierścień skamieniałe-mu chłopcu nie ześlizgnie się całkiem z palca. Gdy to nastąpi, wojsko ożyje. Stanie pod dowództwem chłopca, połączy się ze „śpiącymi rycerzami” z Tatr i stoczy krwawą walkę z wrogiem, który chciałby „zdeptać” Rzeczpospolitą. Po zwycięskiej bitwie dziewczynka ofiaruje każdemu żołnierzowi jedną perłę na pamiątkę wybawienia Ojczyzny.

Tyle legenda. Jednak w czasie prac wykopaliskowych w 1973 roku nie znaleziono ani lochów, ani skarbów. No cóż, w legendy się wierzy lub nie, opowiada lub słucha, a nie konfrontuje z rzeczywistością.

inf. z internetu.

Wierzyć , nie wierzyć …………………………………….. posłuchać warto.

40 myśli na temat “Muszyńskie czarownice.

    1. Ja byłam zaskoczona tym co usłyszałam i zobaczyłam w tamtejszym muzeum. Wcale niemało mieli na ten temat. 😁

  1. W Krynicy i okolicach byłam, o tych stronach śpiewa Stare Dobre Małżeństwo, ale o czarownicach nie słyszałam.
    Dlatego z ciekawością poczytałam u Ciebie, Krysiu.
    Przerażające dla mnie jest to, że gdy media donoszą o różnych współczesnych gusłach i wierzeniach, to mam wrażenie, że mentalnie niektórym blisko do tamtych czasów…
    Bardzo ciekawy wpis!

    1. Chyba nasza mentalność niewiele różni się od tamtego społeczeństwa. Wydałoby się, że tak wszystko się zmieniło, tyle wiemy, mamy tyle udogodnień,… A okazuje się, że wewnętrznie to samo.

  2. Biskupi Krakowscy to mieli dobra… Nawet tereny bliskie mojego miejsca zamieszkania też do Nich należały…
    Pól Polski, pół Polski Panie 🙂 🙂 🙂

  3. Interesujący wpis Krysiu. Byłem bodajże w czasach licealnych w okolicach Muszyny. Grafiki też pięknie dobrałaś. W dwudziestym pierwszym wieku niby żyjemy, ale takie antropologiczne spojrzenie na historię i na świat wokół nas jest bardzo ciekawe. Pozdrawiam piątkowo. Wypiłem Inkę, kakao i mleko na dobry sen. Serdecznie pozdrawiam Krysiu.

  4. Oby te czasy polowań na czarownice nie wróciły. Choć czasem mi sie wydaje, że w pewnej formie już są. Coraz częściej musimy udowaniać, że nie jesteśmy wielbłądem. A od tego tylko krok to płonących stosów. Książki zresztą juz gdzies spalili w zeszłym roku. O czarownicach poniekąd, bo Harry Potter poszedł w ogień… 🙁

    1. Nigdy nic nie wiadomo, książki to jednak KLUCZ DO WIEDZY, więc jest czego się bać tzn jeszcze co poniektórzy za bardzo zmądrzeją.

  5. W Muszynie dwa lata temu spędziłam 3 tygodnie w sanatorium. Nachodziłam się po tamtych okolicach, po ruinach zamku, zwiedzałam okoliczne cerkiewki i słuchałam wielu opowiesci.
    Umieściłam je tez w swojej książce o Polsce.
    A czarownice to zawsze były, są i będą…
    :-))

  6. Bardzo ciekawy post dotyczący dawnych wierzeń. Mam nadzieję, że czasy polowań na czarownice nie wrócą, ale pewności nie ma. Ludzie lubią obarczać innych winą za wszystko, nawet za swoje niepowodzenia.
    Dziękuję za tę porcję historii i legend, czytałam z zainteresowaniem, wcześniej o nich nie słyszałam.
    Serdeczności zasyłam

    1. Wita, wita. No bo kto się spodziewał, że w tak spokojnej okolicy tzn w Muszynie i jej okolicach takie straszne rzeczy się działy. A jednak.

  7. Bardzo ciekawa opowieść i mam nadzieję że takie polowania na czarownice już nie wrócą, bo moi znajomi mówią że ja czarownica jestem 🙂

  8. Ludzie nadal parają się czarami, magią, zatem i czarownice pewnie gdzieś sobie żyją 😀
    Serdeczności zostawiam 🙋‍♀️🌼

  9. Ale to czasy były, ja nie moge. Nie mogłaś być mądrzejsza od kleru, uczona bo zaraz Cię spalic na stosie chcieli. I te zabobony wszystkie, przesądy. Ludzie prości w to wszystko wierzyli. Jak to mówią… Sen, mara, Bóg wiara. Na szczęście ludzi się dziś nie pali, ale za to palą książki które duchownym wydają się złe i prowadzą do grzechu. Na przykład takie jak Harry Potter… Coś podobnego.
    Arcyciekawy post Krysiu. Pozdrawiam

    1. Okazuje się, że wokół nas jest dużo ciekawych miejsc z ciekawymi historiami. Trzeba tylko mieć cierpliwość w ich poszukiwaniu. 😉

  10. Byłam niedawno w Muszynie. Zwiedziłam Ogrody Biblijne i Ogrody Zmysłów. Zachwyciłam się położeniem i widokami. A Twój wpis uzupełnia mi wiadomości na temat tego uzdrowiskowego miasta. Swoją drogą całkiem makabryczne historie wyszukałaś!!!

  11. Witaj deszczowym lipcem
    A może u Ciebie dzisiaj słonecznie?
    Dziękuję za wizytę na moich stronach. Jak trafiłaś do mnie?
    Będzie mi miło, jak czasem zajrzysz do mnie.
    Na rewizytę możesz liczyć. Zauroczyłaś mnie
    Nie mogę zaoferować Ci herbatki i czegoś słodkiego, ale zawsze znajdziesz ciepłe słowo.
    Pozdrawiam szumem deszczu za oknem

Dodaj komentarz